Powiew wiosny w NFM
Pierwszy dzień wiosny (21.03),
przypadający zarazem na Międzynarodowy Dzień Lasu, stał się w
Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu symbolicznym tłem dla wieczoru
pełnego subtelnych odniesień do natury. Program prowadził
słuchaczy od nastrojowej Ciszy leśnej i pełnej
wdzięku Serenady E-dur
op. 22 Antonína Dvořáka, do Koncertu
potrójnego C-dur na skrzypce, wiolonczelę i fortepian
op. 56 Ludwiga van Beethovena. Usłyszeliśmy znakomite Sitkovetsky
Trio i NFM Orkiestrę Leopoldinum, pod kierownictwem Alexandra
Sitkovetsky’ego.
Kwintesencja romantyzmu
Las był przez romantyków traktowany jak przestrzeń, w której
człowiek może skonfrontować się z własnym wnętrzem. Był zatem czymś więcej, niż tylko ładnym pejzażem. Gęstwina
drzew, przytłumione światło, odgłosy przyrody, ale też cisza
(jakże trudno osiągalna pośród ludzi) intensyfikowały odczucia takie jak samotność, nostalgia, czy tęsknota.
W Ciszy leśnej (Klid)
B182 Antonína Dvořáka znajdujemy spokój, delikatność i melancholię, przywodzące na myśl samotny spacer wśród drzew.
Sobotnie wykonanie zachwycało przede wszystkim subtelnością.
Partia wiolonczeli wybrzmiała z niezwykłą czułością. Solista
(Isang Enders) prowadził tematy w pięknym, śpiewnym cantabile,
które nadawało utworowi intymny, refleksyjny charakter.
Odpowiadające wioloczeli skrzypce (Alexander Sitkovetsky) urzekały
jasnością i szlachetnością barwy, wnosząc do tej muzycznej
opowieści lekkość i świetlistość. Szczególne wrażenie robiły
dialogi między obojgiem instrumentalistów — naturalne, płynne i
pełne wzajemnego wyczucia. Na tym tle NFM Orkiestra Leopoldinum nie
ograniczała się do roli akompaniamentu, lecz współtworzyła
bogatą, wielowymiarową tkankę dźwiękową, nadając całości
głębię i wyrazową pełnię.
Wiosenna elegancja i taneczny wdzięk
Serenada
w epoce romantyzmu przeszła przemianę względem swojej klasycznej,
XVIII-wiecznej postaci. Z lekkiej w wyrazie, przenaczonej do
wykonywania wieczorem muzyki o charakterze towarzyskim (granej
najczęściej w plenerze, podczas rodzinnych uroczystości), stała
się formą bardziej nastrojową, silniej powiązaną z szeroko
pojętą romantyczną emocjonalnością.
Sobotnia
interpretacja słynnej Serenady E-dur op. 22 Antonína Dvořáka
była niezwykle spójna, a zarazem pełna wewnętrznego żaru i
licznych subtelności.
Już w pierwszej części (Moderato) uwagę zwracało
znakomite prowadzenie zespołu przez koncertmistrza — pewne, a
jednocześnie elastyczne, pozwalające orkiestrze oddychać wspólną
frazą. Szczególnie głęboko zabrzmiały wiolonczele, których
ciepłe, nasycone tony stanowiły fundament zespołu. Orkiestra
funkcjonowała jak jeden organizm — jednolity, precyzyjny, a przy
tym pełen intensywnych uczuć.
Druga część (Tempo di valse – Trio) przyniosła
elegancję i lekkość charakterystyczną dla walca, jednak w tej
interpretacji wyraźnie pobrzmiewał także pierwiastek ludowy.
Usłyszeliśmy taniec bardziej żywiołowy od ländlera (który jest
uznawany za „prototyp” walca). Momentami muzyka była skoczna,
przywodząca na myśl słowiańską tradycję — być może czeską
lub szerzej: środkowoeuropejską.
Scherzo - Vivace (część III) było lekkie, „migotliwe”, niemal baśniowe (zaryzykuję tu wprowadzenie pojęcia „słowiańska elfenromantik”, gdyż i tutaj idiom słowiański doszedł mocno do głosu). Na szczególne wyróżnienie zasłużyły drugie skrzypce i altówki, które swoim śpiewnym, pełnym energii, rozwibrowanym prowadzeniem fraz niejako „roznieciły” żarliwe brzmienie całego zespołu.
W części czwartej (Larghetto) na pierwszy plan wysunęła się tkliwość i głęboka uczuciowość. Długie, „szerokie” tematy wybrzmiewały z niezwykłą starannością, a dopracowane zakończenia kolejnych myśli muzycznych świadczyły o wysokiej kulturze wykonawczej artystów i dbałości o każdy detal.
Finał (Allegro vivace) ze świetnie wykonaną partią
kontrabasu, pięknymi dialogami między skrzypcami i wiolonczelami,
znakomitą dyscypliną rytmiczną, agogiczną i intonacyjną zespołu,
był pięknym zakończeniem pierwszej części koncertu.
Koncert na trzy głosy
Po
przerwie zabrzmiał Koncert potrójny C-dur op. 56 Ludwiga van
Beethovena, w opracowaniu Detleva Glanerta. Sitkovetsky Trio brzmiało
tu niczym troje śpiewaków o zróżnicowanych, ale wzorcowo
współpracujących ze sobą głosach.
Partia skrzypiec (Alexander Sitkovetsky) była wykonana jasnym,
momentami ostrzejszym tonem, który dobrze kontrastował z lirycznym
brzmieniem wiolonczeli (Isang Enders). Całość równoważyły
„zamglone” dźwięki fortepianu (Wu Qian) — uzyskane za sprawą
intensywnej pedalizacji. I choć momentami można było odczuć
niedosyt selektywności, taki sposób kształtowania tonów mógł
wynikać z dążenia artystki do zachowania kameralnego charakteru i
chęci „nieprzykrywania” pozostałych solistów. Być może gdyby
wykonanie tego dzieła miało miejsce w Sali Głównej NFM
interpretacja byłaby zupełnie inna, bardziej swobodna dynamicznie,
niezależna od akustyki niedużego wnętrza Sali Czerwonej.
W części pierwszej (Allegro) duże wrażenie zrobiło
burzliwe, iście Beethovenowskie przetworzenie oraz błyskotliwie
poprowadzona (tak przez solistów, jak i przez orkiestrę) coda.
Spokojna część druga (Largo) przyniosła wyciszenie —
fortepian pełnił tu funkcję delikatnego, niemal harfowego tła dla
partii skrzypiec i wiolonczeli. Trio zaprezentowało dużą
muzykalność i wrażliwość - artyści wyraźnie „grali do
siebie”, co udzielało się także orkiestrze. Na szczególne
podkreślenie zasługują fragmenty unisono, wykonane z
imponującą precyzją.
Finałowe Rondo alla Polacca (część III) w tej
interpretacji było prawdziwie szlacheckim polonezem z „pazurem”.
Fortepian zyskał tu większą wyrazistość, a dialogi trojga
solistów charakteryzowała duża błyskotliwość i swoboda
techniczna. Do głosu doszły też bardziej niż wcześniej
instrumenty dęte. Refren zagrany z wielką swadą przez NFM
Orkiestrę Leopoldinum nadał całości wykonania wiosenną energię,
stanowiąc fantastyczne zwieńczenie tego wieczoru.
Fot. NFM/Karol Adam Sokołowski

















