Skrzypce, fortepian i wrocławscy filharmonicy
W oczekiwaniu na zdjęcia z
wczorajszego koncertu w Narodowym Forum Muzyki wracam pamięcią do
dwóch innych piątkowych wieczorów. Na pierwszym z nich (27.02) NFM
Filharmonia Wrocławska zagrała pod batutą Jacka Kasprzyka, solistą
zaś był skrzypek Daniel Hope, na drugim (06.03) wrocławskich
filharmoników poprowadził Marios Papadopoulos, a artyści
towarzyszyli panistce Elenie Bashkirovej.

Koncert „z lotu ptaka”
W ostatni piątek lutego po raz
pierwszy w życiu miałam możliwość wysłuchania muzyki z
najwyższego balkonu w NFM. Teraz już na pewno, z całą
świadomością przyznać mogę, że akustyka w NFM, w każdym
miejscu Sali Głównej jest znakomita - podobnie, jak w sali
koncertowej NOSPR, czy w Berliner Philharmonie. Jednak jeśli ktoś z
melomanów cierpi na duży lęk wysokości, na trzecim balkonie w
niektórych miejscach może poczuć się nieswojo...
„Dziewiąta” Dvořáka jest istnym „samograjem”. Słuchacze uwielbiają jej melodyjność, romantyczną orkiestrację i indiańskie tematy. Wydawać by się zatem mogło, że po bardzo dobrym wykonaniu Koncertu Brittena NFM Filharmonia Wrocławska Dvořáka też zagra „koncertowo”. Przyznać trzeba, że było tu mnóstwo pięknych momentów – wybitnie miękkie wejście zespołu w Adagio z części pierwszej, fantastycznie zagrany II temat, genialne solo fletowe. Filharmonikom brakowało jednak początkowo ekspresji, precyzji i pewności. Druga część (Largo) zachwycała wzorcowo zagraną solową partią rożka angielskiego oraz świetnym duetem rożka i klarnetu oraz solowymi wystąpieniami koncertmistrzów skrzypiec i wiolonczel. Czemu więc pod koniec części atmosferę zepsuła fatalna intonacja instrumentów smyczkowych? Kolejne części zawierały mnóstwo fantastycznych dialogów smyczków z dętymi drewnianymi (najmocniejszą grupą podczas tego wieczoru). Nie sposób też nie pochwalić brzmień instrumentów dętych blaszanych. A jednak, mimo to czegoś brakowało. Może po prostu bardziej wyrównanego poziomu, którego bardzo oczekiwałam, przyzwyczajona do dobrych występów wrocławskich filharmoników.
Subtelny Mozart i „Piąta”
Beethovena
Nieczęsto można usłyszeć XIII Koncert fortepianowy C-dur Mozarta na żywo, z reguły artyści decydują się na inny repertuar. Byłam więc ciekawa, jak zagra go słynna Elena Bashkirova. Koncert opatrzony pięknym tytułem „Manifest Beethovena” był pod każdym względem niezwykłym wieczorem. Ciekawa wydała mi się postać dyrygenta. Marios Papadopoulos poprowadził występ w sposób niezwykle subtelny, pełen estymy i pietyzmu, tak wobec autorów dzieł, jak i wobec wykonawców oraz słuchaczy. Rzadko kiedy można widzieć dyrygenta tak zasłuchanego w muzykę, stojącego w bezruchu i patrzącego na solistę nie jak osoba prowadząca zespół, lecz, jak wielbiciel muzyki, ciekawy interpretacji scenicznej koleżanki.
Elena Bashkirova zaprezentowała mistrzowską formę, jednocześcnie absolutnie nie siląc się na udowadnianie swoich technicznych możliwości. Wszystko działo się tak, jakby arcytrudne pasaże i inne przebiegi były najprostszą sprawą na świecie. Celem była natomiast jedynie muzyka – jej jak najpiękniejsze wyrażenie. Fortepian, choć współczesny, pod palcami Bashkirovej brzmiał niczym instrument z czasów Mozarta. Orkiestra i solistka stworzyli wspólnie aurę ciągłej korespondencji dynamiczno-artykulacyjnej. Sama partia fortepianu została wykonana selektywnie, perliście, koronkowo. Znakomite były tryle z kadencji z części I. W części II solistka uwypukliła wieloplanowość muzyki Mozarta, zaś w kadencji usamodzielniła każdy z dźwięków, ukazując ważność ich wszystkich dla całości Mozartowskiej logiki. Lekkość, wdzięk i radosny nastrój refrenu z finałowego ronda na długo pozostaną w mojej pamięci.
NFM Filharmonia Wrocławska, znakomita w Mozarcie, w V Symfonii c-moll op. 67 Beethovena już w pierwszej części zachwyciła nienagannym brzmieniem instrumentów dętych i efektowną codą. W Andante con moto (część II) zwróciły uwagę kantylena wiolonczel, jasny dźwięk trąbek, melancholijne odcienie brzmień rogów oraz 1000 odcieni barwowych w zakończeniu. Świetnie wypadło klarowne i czytelne fugato z części III. Znów wyróżniły się wiolonczele oraz dęte, zwłaszcza mistrzowsko brzmiące fagoty. I wreszcie finałowe Allegro (część IV) - „rozśpiewane” smyczki, świetne kotły i dęte, a w nastroju: wigor, radość, ale też majestat i zwycięstwo życia nad śmiercią. A nad tym wszystkim górowała wszechobecna jasność. Takie wartości wyszczególnili w swojej interpretacji ostatniej części „Piątej” Beethovena wrocławscy filharmonicy.
Fot. z koncertu z 26.02.2026 -
NFM/Karol Adam Sokołowski
Fot. z koncertu z 06.03.2026 -
NFM/Sławek Przerwa






